Mój Tata.

Mój  Tata, Henryk Prajs urodził się 30.12. 1916 roku w Górze Kalwarii, w małym domku przy ulicy Piłsudskiego 13. Jego rodzicami byli Gitla z Messingów i Dawid Prajs. Obydwie rodziny od pokoleń były mieszkańcami Góry Kalwarii lub mieszkały w okolicach miasta. Gitla i Dawid mieli troje dzieci. Mój Tata był drugim z kolei dzieckiem, miał starszą siostrę Gołdę i młodszego brata Dawida. Bardzo wcześnie osierocił ich ojciec Dawid, który w wyniku nieszczęśliwego wydarzenia stracił życie. Dla mojej babci Gitly, wraz ze śmiercią męża rozpoczął się  trudny czas walki samotnej wdowy o przyszłość dzieci. Mały Abram Chaim Prajs miał szczęśliwe dzieciństwo, bawił się ze swoimi rówieśnikami w zabawy dostępne tylko dzieciom. Były bitwy na szable z tektury, była zabawa w chowanego i inne gry. Babcia Gitla dbała o wykształcenie swoich dzieci, wszystkie chodziły do szkoły. Przed południem chodziły do szkoły powszechnej, a po południu do chederu czyli szkoły żydowskiej. Abramek jak do niego mówiła mama w wieku 14 lat poszedł uczyć się zawodu, został czeladnikiem  i tak pracował do 1937r.  do dnia powołania do wojska. Tu w czasie służby tata przyjął imię Henryk i tak wołali do niego jego przełożeni i koledzy. Tata wspomina ten czas służby wojskowej jako najszczęśliwszy w swoim życiu. Patrząc z perspektywy czasu trudno zaprzeczyć. Najbliższe lata zgotowały  byłemu szwoleżerowi, który powrócił po miesiącach tułaczki, okrutny los.

Radość powrotu do domu była krótka. Już rodzinne miasteczko było pod okupacją niemiecką a od maja 1940 roku ludność żydowska została zamknięta na terenie powstałego getta. Kiedy w lutym 1941 roku getto było likwidowane, na prośbę swojej mamy, Henryk i Dawid uciekli, nie dołączyli do transportu mieszkańców żydowskich kierowanych do getta w Warszawie. To wtedy synowie po raz ostatni widzieli swoją mamę i siostrę. Mój Tata przeżył okrucieństwa jakie spadły na naród żydowski tylko dzięki ludziom o dobrych sercach. Mieszkańcy wsi Magnuszew, Ostrowa, Rozniszewa, Chmielewa nie wydali młodego żyda, często ryzykując własnym życiem. W podziękowaniu za bohaterstwo mamy wśród nas Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata tak jak rodzina Pokorskich, Kurachów, Majewskich. Wojnę przeżył z całej rodziny tylko mój tata, został sam. Cała Rodzina bliższa i dalsza zostali zamordowani. Jedyny ślad po licznej rodzinie to symboliczny grób na cmentarzu żydowskim w Górze Kalwarii, w którym została pochowana ziemia z miejsc zagłady z: Treblinki, Majdanku, Getta Warszawskie.

Pierwsze kroki po wyzwoleniu skierował Henryk Prajs do swojego rodzinnego miasta. Włączył się w odbudowę miasta z całą swoją młodzieńczą energią. Tu szczęśliwie spotkał piękną dziewczynę, moją mamę Czesławę Marię Wasilewską. Rodzice pobrali się w 1949 roku a na świat przyszłam rok później ich jedyna córka Eugenia Małgorzata Prajs .

Tata z wojny wyszedł sam bez rodziny bez najbliższych a jednak dzisiaj otacza go grono rodziny i przyjaciół , ma 6 wnuków i 5 prawnuków. I szczęśliwie dożył 100 lat. My Rodzina cieszymy się bardzo, że jest z nami i że jest wspaniałym ojcem dziadkiem i pradziadkiem. Jesteśmy z niego dumni. Gdybym miała określić mojego Tatę w trzech słowach  to powiem

POLAK, ŻOŁNIERZ, PATRIOTA 

Tato żyj nam długo i szczęśliwie

 Małgorzata Blicharz