Szukałam książki mającej odniesienie do niedawnych Zaduszek i znalazłam   „Rzeczy, których nie wyrzuciłem”  Marcina Wichy.

W zbiorze krótkich utworów – wspomnień i felietonów autor żegna się z matką pisząc: „Kiedyś sądziłem, że ludzi pamiętamy, dopóki możemy ich opisać. Teraz myślę, że jest odwrotnie: są z nami, dopóki nie umiemy tego zrobić”.

Marcin Wicha wspomina  swoją matkę bez sentymentalizmu, a jednocześnie z uczuciem. Opisuje jaka była, czym się w życiu zajmowała, jakie czytała książki, jak reagowała w różnych sytuacjach. W małych opowieściach porusza różne tematy z nią związane, dając obraz życia rodzinnego i zawodowego inteligenckiej, żydowskiej rodziny w PRL-u.

Autor w kilku krótkich rozdziałach pisze o książkach, które zajmowały ważne miejsce w ich życiu. W części zatytułowanej  „Makulatura” dowiadujemy się w jaki sposób Wicha rozstaje się z książkami po matce.  Podaje gorzką refleksję na temat naszych domowych bibliotek: „Biblioteki są zapisami naszych czytelniczych porażek. Jak mało w nich książek, które naprawdę nam się podobały. (…) Większość to pamiątki po ludziach, którymi chcieliśmy być. Których udawaliśmy. Których braliśmy za siebie.” W części pt. „Okładki”  autor w ciekawy sposób opowiada,  jak były wydawane po wojnie  książki w poszczególnych okresach począwszy od lat 40-tych do 90-tych. Opisuje wygląd książek i poszczególnych serii wydawniczych. Pisze o książkach najważniejszych dla jego matki i o perypetiach związanych z zakupem pewnej książki dla niego, gdy był dzieckiem.

Osobną, bardzo ważną, a może najważniejszą grupę tematów stanowi sprawa żydowskiej  tożsamości  rodziny autora tej książki. Opisuje tę kwestię w delikatny sposób: „Nasza historia składała się wyłącznie z anegdot. Bohaterowie anegdoty pojawiali się na chwilę. Wygłaszali jedną kwestię. Robili coś zabawnego i uprzejmie znikali. Anegdota to punkt. Nasza historia składała się z rozrzuconych punktów, których nie sposób było połączyć liniami. Anegdoty są przeciwieństwem genealogii.”

Na zakończenie przytoczę  autoironiczny fragment  zatytułowany  „Zagłada”:

 „Pewnego dnia moje dziecko spytało: - Dlaczego była zagłada?

Niby wiedziałem, że kiedyś to pytanie padnie, ale dlaczego już teraz? Dlaczego tak wcześnie?

- Wiesz – zacząłem. Ludzie. Ludzie czasami.

- Więc to przez ludzi?

- Przez ludzi. Tak. Ludzie ludziom. Znaczy. Czasami. W grupie. Ludzie. Czasami.

- Nie przez meteoryt?

- Meteoryt?

- Nie myślisz, że dinozaury wyginęły przez meteoryt?

- Oczywiście, że przez meteoryt.

Następnego dnia opowiedziałem to w pracy  ( a pracowałem wtedy w prawicowej gazecie ). Wszyscy bardzo się śmiali, a jeden kolega spytał:

- Ale powiedziałeś jej, że Polacy nie mieli z tym nic wspólnego?”

Książka Marcina Wichy wydana przez „Karakter” w 2017 roku  ma 183 strony, jest dostępna w księgarniach.

Na pewno warto ją przeczytać, bo skłania do przemyśleń i refleksji. Życzę owocnej lektury!

                                                                                                                                    Tikwa