Zaciekawiła mnie książka opracowana przez Antoninę Gurycką na podstawie listów doktora Igo Feldbluma mieszkającego w Hajfie. Autorka opowiada w niej  o dziejach krakowskiej  rodziny Feldblumów  ilustrując je dużymi fragmentami korespondencji  Iga adresowanej do niej. W jednym z nich pisze o swoim stosunku do Polski: ”Polskę pamiętam jedynie z czasów przedwojennych – czyli patriotyczną, lecz antysemicką. Polska dla nas Żydów była… macochą tych wszystkich Mośków, Josków, Sruli, których tak kochał Korczak; jakkolwiek też otrzymywaliśmy objawy życzliwości Polaków – chrześcijan (moja biedna żona, sierotka ocalała tylko dzięki świętej Polce, pani Marii Klepackiej z Krakowa…) Gdy pod koniec doby PRL zdecydowałem się przyjechać do odrodzonej wolnej Polski – uczyniłem to z wielką obawą”.  Jak pisze autorka książki, Janusz Korczak w ostatnich tygodniach swojego życia wspominał, że lata trzydzieste były dla niego najgorsze w życiu aż do czasu wojny. Doktor Igo Feldblum w swojej praktyce zawodowej, jako lekarz szkolny w Hajfie opierał się w dużej mierze na doświadczeniu pedagogicznym tego znamienitego lekarza i pedagoga.

Doktor Igo Feldblum przekazał dokumenty dotyczące jego rodziny Żydowskiemu  Instytutowi  Historycznemu w Warszawie w celu wykorzystania w pracach naukowych. Najbardziej zależało mu na uczczeniu i przypomnieniu działalności jego ojca, doktora prawa Szymona Feldbluma, który był wybitnym członkiem palestry polsko- żydowskiej w przedwojennym Krakowie. Omawiana książka jest według słów syna Igo pomnikiem jemu wystawionym.

Szymon Feldblum był słynnym syjonistą, działającym na rzecz powstania suwerennego państwa żydowskiego, chociaż nie zamierzał opuścić Polski. Jako znany prawnik pełnił funkcję radcy prawnego większości elity intelektualnej, w tym profesorów UJ oraz arystokracji, z którą utrzymywał również stosunki towarzyskie.

Oto fragment listu Igo:  „Wszystkie dane rodzinne podaję, aby uwypuklić jedyny w swoim rodzaju, charakter mojej rodziny. Albowiem żydostwo polskie w czasach przedwojennych należało na ogół do jednej z 3 kategorii: 

1)  biedota posługująca się wyłącznie językiem żydowskim i nie wmieszana w życie kulturalne rdzennych Polaków;

2) przemysłowcy i kupcy, którzy co prawda ipso facto przyczyniali się do postępu ekonomicznego Polski, lecz mało czynni społecznie;

3) asymilanci, nieraz przechrzczeńcy, ukrywający swe żydowskie pochodzenie. Ojciec mój – oraz reszta mej rodziny – nie należał do żadnej z tych kategorii. Jak już wspomniałem wyżej – był on zarazem i jednocześnie – fakt zupełnie unikalny! – dumnym i społecznie czynnym Żydem – i gorącym patriotą polskim, którego chrześcijańska ludność Krakowa ceniła i kochała prawdziwie, ceniąc jego dumną postawę”.

Szymon Feldblum  dowodził kilkoma i działał w wielu organizacjach syjonistycznych Małopolski. Wielokrotnie od 1904 roku był zapisywany w  Złotej Księdze Żydowskiego Funduszu Narodowego. Wpłacał pieniądze ze swoich zasobów, a na biurku w jego kancelarii stała skarbonka Funduszu.  

Był człowiekiem cenionym przez wszystkich, nie miał żadnych wrogów. Waśnie i spory starał się zawsze załatwiać w sposób polubowny. Lubili go sędziowie, którzy znali jego prawość i niechęć do tanich efektów w pracy.

Wybuch wojny stanowił początek końca spokojnej egzystencji rodziny Feldblumów.  Salwowali się oni ucieczką do Lwowa, a potem w drodze do Rumunii zatrzymali się w Tarnowie, gdzie toczyło się jeszcze wówczas normalne życie. Rodzina wiązała nadzieje na ratunek z majątkiem ukrytym w ubraniu ojca. Niestety los zrządził inaczej – Igo tak pisze w liście o zdarzeniu w Tarnowie w dniu 9 września 1939 roku: „ Zła zresztą nigdzie widać nie było. Orzeł polski jeszcze powiewał wszędzie, polskie były władze i nikomu jeszcze włos z głowy nie spadł. A tu nagle do Ojca podeszło dwóch osobników: wąskie, lisie twarze, alfonsowe wąsiki, włosy brylantyną w tył przylizane, spojrzenie pełne podejrzliwości i chamskiej nienawiści: Kto pan jest? Co pan tu robi? Papiery!!!”  Po obejrzeniu dowodu osobistego wykrzykiwali, że Feldblum jest niemieckim szpiegiem i całą rodzinę zaprowadzono na komisariat polskiej policji, gdzie jak pisze Igo: „Ojciec mój, ten najszlachetniejszy z ludzi, który nigdy nikomu nic złego nie zrobił, a tylu pomógł i ocalił od niesprawiedliwości – stał się najuboższym z żebraków Polski.”  Dzięki pomocy przyjaciół po licznych perypetiach rodzina Feldblumów znalazła się w Palestynie. Należy tu wspomnieć rolę szlachetnego konsula japońskiego w Kownie, Sempo Sugihara,   który ocalił Żydów wydając im wizy przejazdowe do Japonii. Ponadto w uznaniu za zaangażowanie Szymona Feldmana  w syjonistyczną działalność przed wojną Agencja Żydowska w Palestynie wystawiła mu wyjątkowy certyfikat, czyli wizę wjazdową do Palestyny. Gdy polskie Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej w Londynie otworzyło w Jerozolimie swoją Delegaturę, powierzono mu stanowisko radcy prawnego tej instytucji. Po cofnięciu w lipcu 1945 roku międzynarodowego uznania polskiemu rządowi na emigracji w Londynie pozostał bez pracy i środków do życia. Szymon Feldblum zmarł w lipcu 1956 roku i został pochowany w Tel-Avivie na Cmentarzu Zasłużonych.

Jeśli kogoś zainteresowała ciekawa historia tej rodziny, to zachęcam do przeczytania książki Antoniny Guryckiej i Igo Feldbluma „ A skąd pan właściwie jest…”, która zawiera interesujące szczegóły dotyczące losów  familii Feldblumów. Pozycja ta została wydana przez Wydawnictwo Nowy Świat w Warszawie w 2004 roku.

                                                                                                                                 Tikwa