Mamy już wiosnę („kalendarzową, niedługo przyjdzie prawdziwa”), nadchodzą święta – Pascha i Wielkanoc. 19 kwietnia tego roku będziemy obchodzić  74 rocznicę powstania w getcie warszawskim. Z tej okazji chciałam wspomnieć o wstrząsającym filmie Andrzeja Wajdy „Wielki Tydzień”. Film powstał w 1995 roku, a napisany przez reżysera scenariusz jest oparty na opowiadaniu Jerzego Andrzejewskiego o takim samym tytule. Jego producentem był Lew Rywin.

Akcja filmu toczy się w 1943 roku w okupowanej Warszawie, tuż przed Wielkanocą. Opowiadanie, które stało się inspiracją do stworzenia filmu, napisał Andrzejewski pod wpływem przeżyć związanych z tragedią postania żydowskiego. Zapewne dlatego oglądając ten film miałam wrażenia autentyczności postaci oraz prawdy historycznej. Andrzej Wajda już od 1968 roku zamierzał sfilmować ten utwór, gotowy był scenariusz napisany przez Jerzego Andrzejewskiego i Andrzeja Żuławskiego, jednak ówczesne władze PRL nie wyraziły na to zgody.

W filmie „Wielki Tydzień” ukazane są różne postawy Polaków wobec zaszczutych Żydów, którzy prawie nie mieli szans przeżycia w warunkach wojny. Młoda Żydówka Irena Lilien ukrywała się wraz z ojcem poza gettem. Film zaczyna się od poruszającej sceny w lesie, gdy jej ojciec dobrowolnie, jak w transie dołącza do grupy Żydów prowadzonych przez Niemców na rozstrzelanie. Irena ukrywała się później u znajomych z ulicy Narbutta, skąd w wyniku donosu została zabrana na gestapo. Jednak udało się jej przekupić gestapowców. Musiała jeszcze złożyć daninę szmalcownikom oddając im ostatnią złotą monetę, jaką posiadała. Przypadkowo spotkała Jana Małeckiego, swojego byłego narzeczonego, który zaproponował jej kryjówkę w swoim mieszkaniu na Bielanach. Jego w zaawansowanej ciąży żona serdecznie przyjęła nową lokatorkę. Jednak Jan przeżywa rozterki duchowe związane z dużym niebezpieczeństwem. W tym czasie wybuchło powstanie w getcie warszawskim i Irena z przerażeniem obserwowała ogromny pożar, widoczny z dużej odległości. Czarne płatki z palącego się getta dosięgają domu, w którym się ukrywa, opadają na suszące się na podwórku pranie.

Obecność kobiety, której powierzchowność wskazuje na żydowskie pochodzenie wzbudza różne reakcje mieszkańców domu. Niektórzy lokatorzy zdają się nie zauważać Żydówki, ale dozorczyni od razu poczuła do niej niechęć, która wzrosła, gdy jej mąż zainteresował się Ireną. Ten mężczyzna, pewny siebie, o powierzchowności żigolaka, najpierw usiłował zdobyć uwagę Ireny grą na harmonii. Gdy to nie dało rezultatu, po pijanemu próbował ją zgwałcić. Irena była tym zdruzgotana i poczuła jeszcze bardziej beznadziejność swojej sytuacji i osamotnienie. Natomiast gospodyni stwierdzając, że nie będzie plamiła swojego sumienia donosem na rywalkę, zawiadomiła właściciela domu, Zamojskiego. Jego strach, który okazał wobec tego problemu, pozwala mi przypuszczać, że on też był Żydem. Został on zmuszony do przeprowadzenia rozmowy z Małeckim o konieczności wyprowadzenia się jego lokatorki. Pewnego dnia gospodyni przekonana o zdradzie męża, używając wyzwisk wyrzuciła Irenę z domu. Nie mogę zapomnieć obrazu tej kobiety idącej samotnie do płonącego  getta.

Nieszczęście spotkało też rodzinę Małeckich –  w zasadzce został zastrzelony Jan, który poszedł po rzeczy Ireny do poprzedniej jej kryjówki. Młodszy jego brat wraz z kolegami wyruszył na pomoc powstańcom.

Film „Wielki Tydzień” nie zagościł długo na polskich ekranach. Bardzo zachęcam do jego obejrzenia, a tych którzy go widzieli – do powtórzenia. Oglądałam go kilka razy, ostatnio na You Tubie, można go też kupić na Allegro.

 

                                                                                                                     Tikwa