Kolejna książka Anny Bikont zatytułowana „Sendlerowa w ukryciu” została wydana w 2017 roku, przez wydawnictwo Czarne. Autorka opisuje losy i działalność głównej bohaterki, a zarazem pracę osób, w większości kobiet, ratujących razem z nią żydowskie dzieci w czasie wojny. Drugą warstwę omawianej książki stanowią dzieje jej podopiecznych, wśród których są również znane nazwiska. Mój podziw budzi duża ilość przypisów, które świadczą o prawdzie historycznej przedstawianej przez autorkę. Anna Bikont na potwierdzenie swoich sądów cytuje fragmenty dokumentów pisanych lub mówionych dotyczących czasu Zagłady, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Niestety, często świadczą one o skali nienawiści do bezbronnych wówczas Żydów, donosicielstwa i szantażach dokonywanych przez Polaków.

Gdy wybuchła II wojna światowa Irena Sendlerowa była pracownicą miejskiego Wydziału Opieki w Warszawie. We wrześniu ze względu na bombardowania wzrosła ilość bezdomnych, więc Wydział pracował na trzy zmiany. Po zwolnieniu pracowników żydowskich, Niemcy nakazali wstrzymać w Wydziale pomoc dla obywateli żydowskich – odtąd zajmować się miała nimi gmina żydowska. Swój wolny czas Sendlerowa wraz z koleżankami  poświęcała rannym żołnierzom w Szpitalu Ujazdowskim, między innymi organizując dla nich fałszywe dokumenty.  Załatwiały one znajomym Żydom takie same zapomogi, jak  polskim żołnierzom. Uważając –„ że trzeba wydać wojnę Hitlerowi’, po sfałszowaniu nazwisk w dokumentacji nadal świadczono pomoc żydowskim dzieciom w pierwszych miesiącach wojny. Potem okupant zaostrzył kontrolę, więc żeby pomóc dzieciom żydowskim trzeba je było zakwalifikować jako sieroty podlegające opiece społecznej w Warszawie. Ta sytuacja trwała do 16 listopada, kiedy zamknięto bramy getta.

W 1942 roku w Delegaturze Rządu Rzeczypospolitej Polskiej na Kraj toczyły się rozmowy o utworzeniu organizacji pomocy Żydom. Niestety dopiero 27 września, już po akcji likwidacyjnej w warszawskim getcie, zapadła decyzja o powołaniu Komisji Pomocy społecznej dla Ludności Żydowskiej i przeznaczeniu środków finansowych na ten cel.

Wówczas już większość polskich Żydów nie żyła – zginęli rozstrzelani  w czasie likwidacji gett lub zagazowani w obozach śmierci. Na czele Komisji nazwanej Żegotą stanęły Zofia Kossak-Szczucka, znana pisarka katolicka i Wanda Krahelska-Filipowiczowa z PPS. Pomocą objęto  podopiecznych w Warszawie oraz spoza Warszawy, głównie dzieci i kobiety.

Wcześniej, podczas akcji deportacyjnej w getcie warszawskim akcji Kossak-Szczucka, mająca przed wojną o poglądy  antysemickie, napisała odezwę do ludności polskiej, której fragment przytoczę: „Ginący żydzi otoczeni są przez samych umywających ręce Piłatów. Tego milczenia dłużej tolerować nie można. Jakiekolwiek są jego pobudki – jest ono nikczemne. Wobec zbrodni nie wolno pozostawać biernym. Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia, ten przyzwala. Zabieramy przeto głos my, katolicy – Polacy. Uczucia nasze względem żydów nie uległy zmianie. Nie przestajemy uważać ich za politycznych, gospodarczych i ideowych wrogów Polski.” 

Rada Pomocy Żydom Żegota została utworzona jako organizacja polsko-żydowska, do której należeli reprezentanci stronnictw politycznych związanych z rządem londyńskim i przedstawiciele partii żydowskich. Z opieki Rady korzystały także istniejące wcześniej struktury pozapartyjne, między innymi siatka Ireny Sendlerowej i jej koleżanek z Wydziału Opieki.

4 grudnia 1942 roku powołano komitet w rozszerzonym składzie, do którego nie weszła Kossak-Szczucka. Przewodniczącym Żegoty został Julian Grobelny, działacz PPS z Łodzi. To z nim rozmawiała Sendlerowa o swojej i koleżanek pracy w Wydziale Opieki. Do czasu otrzymania pieniędzy z Żegoty pomagały one żydowskim dzieciom na własną rękę, teraz mogły rozszerzyć działalność. Pojawiła się możliwość comiesięcznej zapomogi, zwiększenia pomocy w uzyskaniu fałszywych dokumentów, wynajęcia mieszkań po aryjskiej stronie i pomocy lekarskiej.  Znajdowano również rodziny mogące przyjąć dzieci i dawano pieniądze na ich utrzymanie. Przekazywano dzieci do rodzin polskich i tych żydowskich, które na fałszywych dokumentach funkcjonowały jako polskie. O związkach Sendlerowej z Żegotą wiedziały tylko trzy lub cztery osoby. Współpracownicy Żegoty nie mówili na ogół, że chodzi o pomoc Żydom. Prof. Bartoszewski mówił autorce książki: „Bardzo często działacze Żegoty nie informowali ludzi, od których na przykład otrzymywali papiery, dla kogo je biorą.

Lokowali kobiety czy dzieci, niekoniecznie uprzytamniając osobom zainteresowanym, kogo lokują, zwłaszcza gdy dana osoba miała powierzchowność pozwalającą na jakiekolwiek złudzenia. Nie wszyscy ludzie, którzy radzie pomagali, wiedzieli, że pomagają Żydom. Bądźmy w tej sprawie ściśli i obiektywni. Łatwiej było znaleźć mieszkanie do przechowywania skrzyni broni, niż dla jednego Żyda. Chociaż to była śmierć i to była śmierć.”

Sendlerowa w swojej relacji  pisała podobnie: „Muszę stwierdzić, że uzyskiwaliśmy pomoc jedynie pod pretekstem akcji patriotyczno-polskiej. Nauczeni doświadczeniem, nie ujawnialiśmy, że dzieci są żydowskie, podawaliśmy jedynie, że są to dzieci polskie po działaczach niepodległościowych”. Opisywała również środowisko, krytykując to, że urzędnicy miejscy odnosili się z „obojętną biernością” do ratowania żydowskich dzieci. Uważała, że jedynie faktyczna inteligencja, głównie pochodzenia robotniczego i ze sfer katolickich wzniosła się ponad prywatę i zaściankowość narodową. Był to niewielki odsetek, a grupa ludzi wspólnie z nią działających nie stanowiła charakterystycznego przekroju społecznego tego okresu.

Sendlerowa i jej koleżanki wchodziły do getta legalnie na podstawie przepustek kolumn sanitarnych, przenosząc lekarstwa i środki czystości oraz przemycając na sobie ubrania. Godna podziwu jest ich determinacja i ciągła praca z narażeniem własnego życia dla ratowania dzieci żydowskich,  ofiar systemu hitlerowskiego w czasie II wojny światowej.

Dwadzieścia pięć procent dzieci, którymi opiekowała się siatka Sendlerowej  trafiała pod opiekę polskich  rodzin. Niestety, często trzeba było dzieci przenosić do innych domów, gdyż były bardzo źle traktowane. Przykładem może być sytuacja Margarity, córki artystów – Diany Blumenfeld i Jonasa Turkowa, którą gospodyni biła i szantażowała finansowo. Jednak Turkow uznał, że najważniejsze jest bezpieczeństwo i dziecka nie zabrał. Później okazało się, że na jego dziecko szły też pieniądze z Żegoty. Siedemdziesiąt procent dzieci było umieszczanych w zakładach zamkniętych, czyli sierocińcach. Trzeba było dostarczać tam metryki chrztu i nadzorować z daleka bezpieczeństwa dzieci i w razie donosu lub podejrzeń personelu przenosić je do innego zakładu. W nieopublikowanym tekście Sendlerowa zastanawia się, jakie było samopoczucie tych dzieci: „Jak było dzieciom? Bardzo różnie w zależności od nastawienia właściwego do ich tragedii lub obojętnego.

Przede wszystkim dzieci starsze panicznie bały się rozpoznania ich. W swoim bowiem już tułaczym bytowaniu zrozumiały jedno: Żyda się zabija! Nie można być Żydem! Stałe udawanie przed wszystkimi było bardzo często ponad siły młodych duszyczek. Najbardziej dzieci obawiały się polskich rówieśników, które wołały: Ty nie Franek, ty Mojsze.”  

Anna Bikont uważa, że jednak najbezpieczniej miały dzieci oddane pod opiekę sióstr zakonnych w klasztorach.                              

Już wkrótce po rozpoczęciu działalności Żegota alarmowała władze Polski Podziemnej o tragicznej sytuacji  Żydów, prosząc o wydanie odezwy do Polaków w sprawie zwalczania szantażu, ze względu na jego masowy charakter i konieczność powstrzymania demoralizacji społeczeństwa. Organizacja ta apelowała: „Życie tych resztek ludności żydowskiej – w większości pozbawionych mienia i dachu nad głową i tropionych jak dzikie zwierzęta – upływa pod znakiem głodu i zimna, w ustawicznym lęku o życie w konieczności obrony przed plagą nikczemnych jednostek dopuszczających się szantażu”. A w innym piśmie: „Poruszamy ponownie sprawę niezwykle pilną i palącą, dotyczącą walki z szantażem. Szerzy się bowiem szantaż w sposób potworny – zarówno pod względem rozmiarów, jak  i formy. (…) Te nagminnie grasujące zbrodnie przekreślają, uniemożliwiają jakąkolwiek akcję pomocy Rady, a z drugiej zaś strony są przejawem szerzącej się gangreny demoralizacji.”  „Dotacje finansowe, choćby i najbardziej wysokie, nie wpłyną decydująco na akcję ratowania, jeżeli stosunek społeczeństwa do pomocy będzie bierny lub co gorzej wrogi”.

Fundusze przekazywane przez Delegaturę nie wystarczały na pokrycie potrzeb swoich podopiecznych.  Panowała drożyzna, rosły ceny wynajmu mieszkań. Kierownictwo Żegoty daremnie występowało o ich zwiększenie.

W czasie powstania w getcie w kwietniu 1943 roku grupa Sendlerowej utworzyła tak zwane pogotowia opiekuńcze, czyli sieć mieszkań, w których na krótko lokowano dzieci i dorosłych. W tym czasie Żegota wyrabiała im dokumenty i pomagała w szukaniu lokum na dłuższy okres. Sendlerowa i jej współpracowniczki mimo złych warunków mieszkaniowych też przyjmowały lokatorów na krótki pobyt. Sendlerowa (pseudonim Jolanta) przekazywała pieniądze swoim podopiecznym, obsługiwała 9-10 mieszkań.

Brała również udział w akcjach wymagających natychmiastowej interwencji, np. jeśli chodziło o wynajęcie nowego mieszkania, bo stare nie było już bezpieczne.

Od początku października 1943 roku Sendlerowa była w Żegocie odpowiedzialna za referat dziecięcy, który pomagał finansowo udzielając stałych zasiłków oraz sporadycznie dzieciom ukrywanym  w klasztorach  i  w nagłych wypadkach,  gdy trzeba było dziecku znaleźć inne miejsce pobytu.

18 października 1943 roku Sendlerowa  w swoim mieszkaniu na ul. Ludwiki 6 została aresztowana przez gestapo. Katowano ją w Alei Szucha, pokazując listę donosów, potem przewieziono na Pawiak. 13 listopada uwolniono ją dzięki  dużej łapówce z Żegoty.  Odtąd Irena Sendlerowa używała nazwiska  Klara Dąbrowska i  ukrywała się cały czas pracując w referacie dziecięcym. Autorka książki przytacza unikalne  sprawozdanie z jej pracy w okresie styczeń – maj 1944 roku.

Zachęcam do przeczytania omawianej książki, gdzie opisane są również powojenne losy Ireny Sendlerowej, która otrzymała w 1965 roku Medal Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Przy okazji nadmieniam, że według Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie medal nadal nie jest przyznawany Żydom, którzy ratowali  Żydów.

Anna Bikont opisała, jak doszło do tego, że postać bohaterki stała się sławna w Polsce i zagranicą oraz jakie miała trudne przeżycia jako konsekwencje ratowania setek dzieci żydowskich w czasie wojny. Uważam, że książka jest uczciwie napisana, z ogromną delikatnością i dbałością o trudną prawdę. 

Ponadto książka zawiera obszerną bibliografię cenną dla osób interesujących się tematyką żydowską oraz indeks nazwisk występujących w książce.

Dnia 7 lutego br. stacja TVN24 w cyklu „Czarno na białym” nadała film dokumentalny o Irenie Sendlerowej, w którym przedstawiona jest w skrócie rzeczywistość opisana w polecanej przeze mnie książce.

                                                                                                                      Tikwa